Część 1, Rozdział 1 (fragment 2)
Wiatr wył między murami klasztornymi, a przemoczone od deszczu kamienne ściany przepełniały powietrze chłodem i wilgocią.
- Dziś Morrigan z radością tańczyła by na pobojowiskach.- pomyślał Cahan wspinając się po schodach do wieży medyka. w krok za nim cicho podążali Devin i Fergal
Zapach ziół i gorącego powietrza dochodzący od pokoi dla chorych zdawał się wychodzić im na spotkanie już w połowie schodów.
Cahanowi zakręciło się od niego w głowie. Jak żaden wojownik nie lubił chorować- była to najgorsza słabość ciała, której żaden miecz nie był w stanie pokonać ( no chyba, że przebijało się tym mieczem chorego) słabość, która nie uszlachetniała i (w jego opinii) nie wzmacniała żelaza z którego wykonany był każdy żołnierz Morrigam. Taką stal hartowały jedynie rany odniesione w boju. Nie lubił też wizyt w pokojach Uzdrowicieli..
Kiedy dotarli do przedsionka sali na której leżeli chorzy , okazało się, że czeka tam na nich Ida- jedna z nie licznych dziewcząt służących w klasztorze, której zadaniem było pomagać głównemu medykowi- Merrittowi.
- Witaj Ido- przywitał ją ciepło Cahan. Gdzie znajdziemy twojego mistrza?
-Mistrz oczekuje was w osobnych pokojach na końcu. Czuwa przy naszej chorej.
- Dlaczego Merritt położył ją osobno?- zapytał zaskoczony
- Zapalenie płuc Wielki Mistrzu.- ciężko z nią- szepnęła dziewczyna.
Minęli wielką salę, gdzie w równych rzędach stały proste drewniane łóżka oddzielone od siebie cieniutkimi moskitierami. O tej porze roku leżało tu zaledwie kilku chorych osłabionych gorączką i kaszlem, nie przyzwyczajonych do surowych, klasztornych warunków.
Na końcu sali w wąskim korytarzu znajdowały się osobne pokoiki dla ciężej chorych.
Ida uchyliła drzwi do jednego z nich.
W półmroku tuż przy łóżku stał Merritt- przez swoją wyjątkowo szczupłą i wysoką sylwetkę wyglądał jak uschłe drzewo pochylające się nad chorą- i taki właśnie cień odbijał się na ścianie w blasku migoczącej świecy.
- Cahanie- skłonił głowę na widok Wielkiego Mistrza.
- Witaj Uzdrowicielu. Powiedz mi co z tą małą.
Merritt lekko zdumiony rzucił okiem na drobną postać tonącą w pościeli.
- Dziewczynka. Ma jakieś dziesięć lat, zapalenie płuc, gorączkę, jest odwodniona i może nie dotrwać do rana. Mistrz Fergal przyniósł ją dziś wieczorem spod bramy i istnieje szansa, że uratował jej tym życie, ale tak jak już powiedziałem- przekonamy się o tym o świcie.
Cahan spojrzał na dziecko. Spod ciężkich kołder wystawały jedynie rude pukle włosów i słychać było cichutki rytm oddechu, słaby, ale równy.
- A co z jej rzeczami?. Miała rzy sobie jakiś bagarz?
- Miała mały tłumoczek. Ida schowała go tu w kufrze.
Devin nie czekając na polecenie podszedł do skrzyni i wyjął z niej zawiniątko. W brudną szmatę owinięty był kawałek chleba, cienka, połatana peleryna, sznurek kolorowych paciorków i kilka miedziaków.
Jedyne, co odróżniało ją od reszty żebraków, to medalion w kieszeni Cahana.
- Dziękuję ci Merricie za opiekę nad tym dzieckiem. Zawiadom mnie jak jej stan ulegnie zmianie- jakiejkolwiek zmianie.
Medyk skłonił głowę, a Wielki Mistrz ruszył do wyjścia wraz z Davinem.
- Fergalu, idziesz z nami?- zapytał
- Nie. Pozwolicie, że posiedzę przy niej trochę, będę czuwał, może obudzi się choć na chwilę- rzekł siadając na krześle przy łóżku chorej i nie odrywając od niej wzroku.
Kiedy obaj mężczyźni wyszli Merritt zapytał:
- Powiedz mi Fergalu, dlaczego ona jest inna?, interesuje ciebie i Wielkiego Mistrza?
- Wielki Mistrz był jej ciekaw, a ja...znalazłem ją, jest taka...moja- szepnął
Merritt spojrzał na Fengala, który nieśmiało sięgnął po dłoń chorej i zamknął ją w swoim uścisku.
-Zmieniaj jej od czasu do czasu okłady na czole- żekł i wyszedł zostawiając ich samych w ciepłej, otulonej mrokiem komnacie.
Zamykając drzwi zacisnął na chwilę powieki i wyszeptał cichą modlitwę:
-Niech .Anann- zwiastunka śmierci omija to dziecko- w imię Trzech Kruków.
A potem zabrał tacę z miseczkami pełnymi wywarów i eliksirów i ruszył do sali, gdzie Ida już każdym swoim gestem niosła ulgę w cierpieniu. Leczyła chorych.
Tym czasem Cahan i Devin w końcu zasiedli nad kubkami grzanego wina z przyprawami.
- Co zamierzasz z nią zrobić?- zapytał Devin.
Wielki Mistrz rzucił mu przeciągłe spojrzenie,
- Fergal ją lubi. Miałęm ją odesłać do miasta, ale chyba ją tu zatrzymamy- o ile oczywiście przeżyje.
- Dla Fergala?, przecież to dziecko!
Cahan parsknął śmiechem:
-Devine! co ci chodzi po głowie!. Fergal pewnie weźmie ją do pomocy przy księgach
- Czyli nie widzisz w niej kolejnej nowicjuszki?
Cahan łyknął swojego wina:
- Jak przetrwa z Fergalem chociaż rok w tym kurzu i papierach, to kto wie, może i dopuścimy ją do treningów, ale sam wiesz, że dzień jest za krótki by podołać wymaganiom naszego uczonego i ćwiczeniom fizycznym. Wóz albo przewóz.
-Oby zatem nadszedł dzień w którym będzie mogła sama podjąć taką decyzję- odpowiedział Devin wznosząc kubek do toastu.
- Oby!- dodał Cahan wciąż bawiąc się złotym medalionem w kieszeni i zastanawiając się co takiego przyniesie świt.
.jpg)