Nie licząc jednej mojej koleżanki- nie dzieliłam się do tej pory swoją literaturą. Postanowiłam jednak zaryzykować i zamieścić jedno z moich opowiadań we fragmentach na blogu. Jeśli się spodoba, to być może pojawią się kolejne części ;). Opowiadanie nie ma tytułu, ale (mam nadzieję, że) treść ma ciekawą :)
Część 1, Rozdział 1 (fragment 1)
- Żadne z was nie jest już dzieckiem!. Żadne z was już nigdy nie poczuje się jak wasi rówieśnicy z miast!. Jest w was siła większa niż w nich, jest większa odwaga!. Zapomnijcie o matkach!, waszą matką jest wojna, nie macie już ojców, waszym wspólnym ojcem jest gniew, zapomnijcie imiona waszych bogów- waszym jedynym bogiem jest Morrigan- jedyna i prawdziwa Wielka Bogini. Od dziś Jej będziecie służyć, dla Niej będziecie walczyć i w Jej ofierze przelewać krew!
Mistrz zaciskając w rękach kamienny medalion na którym splatały się ze sobą trzy kruki, przełknął ślinę i z uwagą przyglądał się chudym postaciom dygoczącym na deszczu, do których wygłosił swoją mowę. Na twarzach dzieci- bo formalnie nadal były dziećmi- malował się tylko strach. Gdyby tak nie lało , to pewnie dopatrzył by się i łez, ale deszcz skutecznie zacierał te oznaki słabości.
Mężczyzna westchnął i znów zwrócił się do milczących i przemoczonych strachów na wróble.
- Teraz czujecie strach, lecz wkrótce się go pozbędziecie, pokonacie go tak jak pokonuje się wroga, Będziecie siłą, której będą pragnąć władcy na całym świecie, będziecie wiedzą, doświadczeniem i umiejętnościami o które królowie będą się zabijać, będziecie dziećmi Morrigan, waszą zwiastunką będzie Anann, waszą walecznością będzie Badb i podobnie jak Macha będziecie żerować na głowach waszych pokonanych wrogów!
Chude postaci ani drgnęły.
- Niech Królowa Umarłych was prowadzi!
W odpowiedzi po placu klasztornym rozeszło się echo głuchego uderzenia pięścią w pierś, a właściwie stu pięści w sto chudych piersi, pod którymi biło sto młodych serc. Mimo to,dźwięk ten był pokrzepiający dla Mistrza. Każdy odgłos brzmiący jak pomruk wojenny był miłym jego uszom.
- Rozejść się!
Dwieście stóp zachlupotało chaotycznie w błocie pokrywającym plac. Nie rozległ się żaden głos czy szept. Tylko deszcz rozbijający się o mury klasztorne i błoto pod stopami najmłodszego narybku Klasztoru zakłócały idealną ciszę.
- Już są dobrze zdyscyplinowani jak na nowicjuszy- pomyślał Mistrz, Zachowali ciszę i nie pociągali nosami. Zaledwie kilku z nich zniesie trening i szkolenie, ale zapłacić muszą rodziny wszystkich, Nikt nie dostaje się do Klasztoru za darmo i nikt nie wychodzi stąd biedniejszy niż przyszedł. To dobry układ. Sprawiedliwy.
Mistrz zagasił kagan, który był jedynym oświetleniem placu.
- Ładna mowa Cahanie- usłyszał za sobą.
- Nie miała być ładna, lecz pokrzepiająca jak łyk grzanego wina w taką paskudną noc.
Brat Devin uśmiechnął się lekko:
- Jeśli potrzebowałeś wierszy trzeba było zwrócić się do mnie.
- Potrzebuję od ciebie jedynie wsparcia w opróżnianiu kubków z winem, co ty na to?
- Wielkiemu Mistrzowi się nie odmawia.- odpowiedział lekko Devin- Chodźmy zatem.
Obaj mężczyźni ruszyli wzdłuż ganku w kierunku jadalni. Nie uszli daleko, gdy po placu rozległo się głośnie chlupanie szybkich kroków.
- Chwała Trzem krukom!, Wielki Mistrzu! chyba mamy jeszcze jedną!
Cahan dopiero w świetle bijącym z sali rozpoznał Fergala.
- Co "jeszcze jedną" Fergalu, o czym ty mówisz?
- Znaleźliśmy ją pod bramą. Ledwo żyje. Dziewczynka, ma nie więcej niż dziesięć lat, ale nie jest wygłodzona...
- Przestań!, mówiłem ci, że nasz Klasztor to nie miejsce dla żebraków i biedoty!
- Panie...
- Nie!. Każ stajennemu odwieźć ją do miasta .
Fergal nerwowo zaczął opróżniać kieszenie swojej szaty aż wyjął mały czarny woreczek i podał go Wielkiemu Mistrzowi.
- Miała to przy sobie- szepnął
Zdumiony Devin zauważył, że Fergal odwrócił wzrok jak tylko na dłoni Cahana wylądował mały przedmiot.Wielki Mistrz w milczeniu wpatrywał się w medalion- taki sam jak ten, który on nosił na swojej piersi- trzy kruki splecione ze sobą w locie, zamknięte w ozdobnym okręgu, taki sam, a jednak tak inny- bo wykonany ze złota i onyksu.
- Gdzie ona jest?- zapytał
Fergal dopiero po chwili zorientował się, że to pytanie skierowane jest do niego.
- U medyka Panie. Jest ledwo żywa.
Cahan schował medalion do woreczka, a ten z kolei w kieszeni.
- Zdaje się Devinie, że wino będzie musiało poczekać. Chodźmy zobaczyć co zostawiły nam na progu kruki i wrony.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz