środa, 27 sierpnia 2014

Muzyka

"Gdy słowa już da­rem­ne, myśli da­rem­ne, a wyob­raźni nie chce się już wyob­rażać, jeszcze tyl­ko mu­zyka. Jeszcze tyl­ko mu­zyka na ten świat, na to życie."

(Wiesław Myśliwski)

 

 


Muzyka... kocham to uczucie, kiedy słysząc jakiś utwór czuję mrowienie w opuszkach palców, kiedy razem z głosem i gitarą z płyty mogę uwolnić swój smutek, poczucie pustki, radość czy złość.
Uwielbiam tę wolność, kiedy na koncercie jestem częścią czegoś wielkiego.
Lubię się po prostu wykrzyczeć i po prostu wypłakać, pośpiewać i pomarzyć.
Muzyka to magia- kilka połączonych dźwięków uwalnia i przekazuje tak wiele emocji. Czary!

Metallica- Master of Pupets


  
 Genialny utwór. Jeden z tych mrowiących w palce. Gitary to czysta energia, zupełnie jak płynący prąd. Osiem minut to zdecydowanie za mało!. Zmienne tempo, nieco liryczna wstawka, cudowne, absolutnie cudowne gitary. I świetny sposób na rozładowanie złości i nadmiaru energii ;). <3


Red Hot Chili Peppers- Otherside 



 Uwielbiam ten kawałek. Liryczny, nieco surrealistyczny, z "słodko" brzmiącym basem. Z repertuaru RHCP chciałam też dodać "Scar tissue", ale w wypadku każdego z podanych tu wykonawców mam więcej niż jeden ulubiony kawałek, więc żeby było sprawiedliwie zostaję przy lirycznym, choć pulsującym funkiem "Otherside".


Aerosmith- Amazing

 
 Piosenka o bardzo odpowiednim tytule- bo jest naprawdę niezwykła. Nostalgiczna wiolonczela na początku stwarza klimat smutku, choć w gruncie rzeczy tekst (genialny w swojej prostocie, piękny) jest optymistyczny, a nawet ponadczasowy (" musisz nauczyć się czołgać, zanim zaczniesz chodzić").
Bardzo lubię Aerosmith. to jeden z tych zespołów, które są przy mnie przez całe życie.


Queen- I want it all


W tej piosence jest wszystko co w tym zespole kocham. Śpiew chóralny, rockowy pazur, soczysta gitara :). no i absolutnie cudowny wokal Freddiego :)


Tune- Mip


Tune to najmłodszy z wymienionych dotąd zespołów. A na domiar tego chłopcy są z Polski. Jestem z nich strasznie dumna. Oby było więcej takich "dóbr narodowych". Wybrałam z ich repertuaru utwór "Mip"- mroczny, choć tak naprawdę bohater jest słaby, walczy sam ze sobą. Cudowna oprawa dźwiękowa i do tego absolutnie wyjątkowy głos Kuby. <3

Wymieniłam tylko pięć ważnych dla mnie utworów, ale oczywiście jest ich duuuużo więcej. Może co jakiś czas będę odświeżać ten wątek muzyczny na blogu? Kto wie... 

Samotna z NIM.



 

 

"Rozkoszuję się samotnością. Co wieczór wspinam się na szafot i moja głowa turla się po deskach. A potem rano wyrasta mi następna! Zamiast obok lub w środku, żyję pośród swoich myśli". Henry Miller


Zawsze byłam sama.
Mimo licznej rodziny, kilku znajomych... i tak sama.
Byłam z boku w szkole gimnazjalnej, w liceum moje koleżanki mieściły się na palcach jednej ręki.
Byłam aspołeczna, nie zbyt miła przy pierwszych kontaktach, może nawet trochę wredna.
Łatwo skreślam ludzi, bo lżej jest się ich pozbyć i zapomnieć, niż wszystko tłumaczyć i przepraszać milion razy.
Dlatego zawsze lubiłam być sama- w swojej głowie nie musiałam nikogo przepraszać, ani o nikogo zabiegać- bo tak wypada.
Miejsce dla swoich poglądów i ekspresji znalazłam w pisaniu i sztuce.
I było mi dobrze.
A potem pojawił się ON.
ON- twierdzący, że jestem całym jego świtem,
ON- twierdzący, że mnie kocha,
ON- chcący spędzić ze mną całe życie.
I teraz zniknął i ON.
Zdarza się, że czasem tylko bywa,i wydaje mu się że wystarczy tylko przytulić i pocałować i wszystko jest dobrze i nadal na całe życie.
I znów znika.
I zostaję sama, bo ON zamiast być- bywa.
I choć jestem z  NIM, zasypiam sama.
I choć jestem z  NIM, budzę się sama.
I będąc z  NIM jem śniadania sama.
I będąc z  NIM gotuję dla jednej.
I żyjąc z  NIM, żyję sama.
I było by mi z tym dobrze- bo dobrze mi z samotnością, ale ta którą mam teraz nie jest moja, jest NASZA. i boli bardziej.
Zabrał kawałek mnie. I nie dba o niego.
Chyba chciała bym być wolna w tej swojej samotności. Pławić się w niej, popijając od czasu do czasu ze szklaneczki  smutku. I nie czekać, nie skreślać dni, nie wierzyć w każde JEGO słowo, posypując potem solą małe rany, małe niedopowiedzenia, i nagłe zmiany planów.

Sama w swojej samotności. Maluczka w Wielkim Świecie. Z NIM, a bez NIEGO.



czwartek, 27 marca 2014

Pycha: czyli jeden z moich licznych talentów- pisarstwo (fragment 3)

Część 1, Rozdział 1 (fragment 3)

  Jesień rozpanoszyła się po świecie na dobre. Deszcz padał prawie codziennie, plac treningowy zamienił się w treningowe bajoro, a płonące wszędzie kominki nie dawały rady osuszać wszystkich ubrań do następnego poranka.
- W taką pogodę rdzewieją nie tylko miecze, ale i kości- westchnął Cahan wpatrując się w zamglony horyzont widoczny z okna.
- Fergal ma teraz używanie. Przy takiej aurze nowicjusze zmuszeni są do ćwiczenia intelektu a nie tylko mięśni- odparł Devin, nie odrywając wzroku znad czytanej księgi.
- Fergalowi dobrze zrobi powrót do pracy. Od prawie tygodnia przesiadywał w pokojach uzdrowicieli przy łóżku tej małej, nie robiąc zupełnie nic poza tym.
- Tak- westchnął Davin. On przesiadywał z chorą a ty po kątach gapiłeś się w ten medalion jak zahipnotyzowany. 
Cahan ze zdumieniem odwrócił się do przyjaciela.
- Nie myśl, że nie zauważyłem- rzekł Devin. Zamiast po prostu pomówić z Fergalem, pogrzebać w książkach i w zwojach ty wolisz gapić się w kawałek złota.
- Z ksiąg i zwojów nie dowiem się niczego, czego już bym nie wiedział o tym medalionie- odparł szorstko Cahan. To nasz symbol, znak naszych bogów, jest wypalony latami treningów i nauki w naszych głowach i sercach!. Który fragment tej wiedzy jest mi jeszcze obcy?!
Devin westchnął i odwrócił księgę, którą czytał w stronę przyjaciela.
- Znaczenie i symbolika medalionu nie są ci obce- to fakt, ale czy zastanawiałeś się głębiej nad tym dokładnie egzemplarzem?. Złoty medalion z trzema onyksowymi krukami to nie lada błyskotka, a na dodatek noszona przez jednego tylko człowieka naszego zakonu- Wielkiego Mistrza Ardala "Niedźwiedzia".
Cahan spojrzał na rycinę w księdze przedstawiającą  potężnie zbudowanego mężczyznę z bujną, rudą brodą i ogromnym mieczem na którym się wspierał. Czarny płaszcz na jego ramieniu spięty był złotą broszą z trzema krukami.
- To spinka Devinie.
- A jesteś pewien, że rzecz, którą ty nosisz w kieszeni jest medalionem?. Może igła odpadła i spinka stała się wisiorem?
 Cahan wyciągnął z kieszeni medalion i odkładnie go obejrzał. Patrzył na ten przedmiot w każdej wolnej chwili, znał już każdą ryskę i każde zgięcie w misternie wykonanej pracy. Nie spodziewał się zobaczyć nic nowego- a jednak tak się stało. Dwa małe otwory z tyłu medalionu mogły być kiedyś miejscem gdzie zamocowana była igła do spinki.
Zdumiony spojrzał na Davina wygodnie siedzącego w fotelu z wyrazem satysfakcji na twarzy.
- Ardal "Niedźwiedź"... Mam już dość tych zagadek Davinie. Co z tą małą? Obudziła się?. Trzeba ją w końcu zapytać o to i owo. Wstawaj i zetrzyj ten głupi uśmiech z twarzy. Idziemy.
Cahan energicznym krokiem ruszył do pokoi chorych. Pędząc przez dziedziniec wpadł na otulonego w płaszcz Mistrza Bevana. 
- Koniec tego leniuchowania w bibliotece!. Zwołaj wieczorną musztrę! Nie obchodzi mnie ile łóżek zapełnią jutro chorzy! Deszcz jest darem bogów!, a ci nie mają litości!
Zdumiony Bevan nie zdążył nawet się odezwać, gdy Mistrz Cahan już wchodził do przedsionka u uzdrowicieli.
- Co go ugryzło?- zapytał Davina.
- Duma. Lepiej zwołaj tą musztrę. Trochę deszczu i chłodu nikogo nie zabije- przynajmniej taką mam nadzieję.- Westchnął i ruszył w ślad za Wielkim Mistrzem,
Ledwo przekroczył próg pokoi uzdrowicieli uderzył go duszny zapach ziół i gorące, w prost parne powietrze. Merritt już cicho rozmawiał z Cahanem. Obaj stali nad siedzącą na łóżku małą postacią. Głowę miała ukrytą pod białym płótnem i pochylała się nad miską pełną naparu z ziół.
- Możesz z nią porozmawiać po inhalacji. Jest już prawie zdrowa, choć nie wiele mówi. w zasadzie rozmawia tylko z Fergalem...
- Przy delikatności jaką ma nasz Wielki Mistrz- myślę, że mała zechce porozmawiać i z nami- wtrącił się Davin.
- Ida zabierze napar za jakiś kwadrans. Do tego czasu możecie poczekać tu lub w bardziej przewiewnym przedsionku.
Cahan rzucił szybkie spojrzenie na skuloną nad miską postać.
- Poczekamy tutaj.
Obaj usiedli na ławie na przeciw łóżka i patrzyli jak płótno podnosi się z każdym wdechem i opada z wydechem. Widzieli szczupłe ręce obejmujące drewnianą miskę. I czekali w ciszy.  
Po niewiarygodnie długim kwadransie pojawiła się w końcu Ida. Na widok dwóch gości zdumiała się, ale bez słowa zabrała napar, podała dziewczynce suchy ręcznik i pomogła wejść pod koce. 
Kiedy drzwi się za nią zamknęły w pokoju znów zaległa cisza. Dwaj mężczyźni wpatrywali się w drobną twarz o szmaragdowo zielonych oczach, otuloną burzą rudych włosów, które w blasku kominka wydawały się płonąć.
Ona z kolei patrzyła na nich zupełnie bez lęku, za to z ciekwaością, i kiedy w końcu cisza zaczęła jej ciążyć bardziej niż ich obecność odezwała się.
- Dzień dobry.- głos miała pewny i przyjemnie brzmiący, dość stanowczo mącący panujące milczenie.
- Witaj.- pierwszy odezwał się Davin.
- Jestem Mistrz Davin, a to jest nasz przywódaca, Wielki Mistrz Cahan. Chcielibyśmy przywitać cię w naszym zakonie- o ile wiesz gdzie się znajdujesz...
Dziewczynka rezolutnie skinęła głową i patrząc prosto w oczy Davinowi odpowiedziała:
- Tak, wiem gdzie trafiłam. Witaj Wielki Mistrzu Cahanie i ty, Mistrzu Davinie. Zaszczytem jest was poznać. Mam na imię Aida i mam dziesięć lat. Chciała bym tu zostać, o ile mi panowie pozwolicie i walczyć w imię Wielkiej Morrigan-  tu nieśmiało spuściła wzrok.
Davin siedział oniemiały z otwartymi ustami. To zdecydowanie nie jest pierwsza lepsza żebraczka, czy złodziejka. Sposób mowy i ta pewność w spojrzeniu były jak rażenie piorunem.
Tym czasem Cahan zmierzył ponurym, surowym spojrzeniem dziewczynkę.
- Aido. Skoro wiesz, gdzie trafiłaś, to znaczy, że wiesz, że to nie miejsce dla dziewczynek takich jak ty...takich...
-słabych?, chudych?, delikatnych? zapewniam cię Wielki Mistrzu, że taka nie jestem! Jestem silna jak..., jak niedźwiedź!!!
Cahan wymacał medalion w kieszeni i wyjął go.
- Skoro o niedźwiedziach mowa... Wiesz coś na ten temat?- zapytał wznosząc medalion w górę, tak by mogła go wyraźnie zobaczyć.
Oczy dziewczynki urosły jak spodki. 
- Papa!. Oddaj mi to złodzieju!- krzyknęła i rzuciła się przez łóżko w stronę błyskotki.
Wielki Mistrz porwał medalion i gwałtownie wstał. Dopiero teraz Aida mogła zobaczyć, że kiedy chce, Cahan jest rosłym i dobrze zbudowanym mężczyzną, górującym nad każdym. Spłoszona skuliła się na łóżku, i nie patrząc już na żadnego ze swoich gości powiedziała.
- Medalion to rodzinna pamiątka. Należał do dziadka, potem do ojca, teraz jest mój. Proszę cię Wielki Mistrzu oddaj mi go. Jest mój.
Davin podrapał się po brodzie w zamyśleniu. 
- Ardal "Niedźwiedź" był Wielkim Mistrzem, miał jednego syna, Donovana, ale on strasznie chorował...
- i leczono go w wiosce, gdzie pokochał moją mamę, i został moim ojcem- dokończyła za niego Aida.
- Jestem jak mój ojciec- dobra i cierpliwa, ale też jak mój dziadek- wytrzymała i silna jak...
- Tak, tak..., wiemy- jak niedźwiedź- uciąl jej Cahan.
- Zapamiętaj sobie jedno- tu wbił w nią nie znoszące sprzeciwu spojrzenie- Nigdy więcej nie waż się nazywać Wielkiego Mistrza złodziejem- rzekł oddając jej medalion. Możesz tu zostać, i możesz zadecydować jaką drogę wybierzesz. Davinie- przedstaw panięce opcje. Ja idę przeprowadzić musztrę- rzekł i wyszedł.
Davin odprowadził przyjaciela wzrokiem.
- Musi się wykrzyczeć- zażartował.
Aida zwróciła na  niego swoje zielone oczy i zapytała:
- to jakie mam te opcje Mistrzu?
 

niedziela, 2 marca 2014

Nieumiarkowanie w jedzeniu i piciu: czyli przegląd misji "DIETA"

Upłynęły prawie dwa miesiące od posta o postanowieniach noworocznych i rozpoczęciu walki z nadmiarami. Czas na przegląd efektów.

 

 

Postanowiłam podejść do tematu logicznie i na serio. Trzymam się głównych założeń- woda, 1000 kcal dziennie (styczeń), 1200 kcal dziennie (luty), regularne treningi (ok 5-6 razy w tygodniu), więcej warzyw, owoców, mniej słodyczy, zero alkoholu, białego pieczywa i obżarstwa.
Mimo że wszystkie te zmiany wydają się dość drastyczne- w praktyce wcale nie są złe.
Kalorie pomaga mi liczyć waga kuchenna i dwie strony w internecie:
  • Witryna FitWit.pl to po prostu wirtualny kalkulator kalorii, który bardzo ułatwia sprawę, bo nie trzeba wszędzie biegać z notesikiem ;)
  • Druga strona to portal IleWazy.pl, gdzie w razie nie posiadania wagi kuchennej łatwo można przeliczyć sobie kaloryczność zjadanych posiłków. Strona też posiada opcję kalkulatora kalorii, i ma dość bogatą bazę danych.
Jeśli chodzi o zestawy ćwiczeń to najczęściej (na tygodniu) wykonuję TEN zestaw, na weekendy zaś wybieram zestawy bardziej siłowe niż cardio (np TEN z Jilian, którą uwielbiam :)). Do tego marsz do pracy i z powrotem od poniedziałku do soboty (ok 4 km w jedną stronę, czyli ok 45min). Drogę do pracy umila mi piękna pogoda i Ed Sheeran, więc nawet nie odczuwam tego dystansu :)

Zmiana nawyków żywieniowych wcale nie okazała się być tak strasznym wyrzeczeniem jak się spodziewałam, zwłaszcza, że dzięki metodzie liczenia kalorii jem co chcę, ale w odpowiednich ilościach!.

Po pierwszym miesiącu spadki w rozmiarach były znaczne:
-1cm w bicepsie
-4cm w biuście
-7cm  w pasie
-7cm w biodrach
-3cm w udzie
Waga pozostała bez zmian. Kolejne mierzenie i ważenie mam za tydzień, ale już nie spodziewam się spadków po 7cm. Liczę na ubytek wagi i kolejnych, małych centymetrów :)
Na razie mam zamiar wytrwać przy takim trybie życia. Czuję się lepiej, centymetry lecą, zauważyłam poprawę stanu skóry, włosów i paznokci, a moja cudowna sukienka czeka w szafie na odpowiednią okazję. Walczę dalej i trzymam kciuki za wasze spadające kilogramy!!!.  
 

sobota, 22 lutego 2014

Gniew: czyli mój sposób na złość (Ed Sheeran)

Rzadko zdarzają mi się fascynacje absolutne, muzyka taka, która wchłania, która wyraża ten ciężar noszony ze sobą i zbierany po kropelce codziennie do pucharu goryczy. Dlatego jako człowiek z głową w chmurach potrzebuję ucieczki- uciekam do "Władcy pierścieni", do kina, książek a ostatnio do Eda Sheerana, do muzyki, którą czuje się w sercu, opuszkach palców...

 


Nie potrafię nawet opisać co ten jego głos robi z moimi myślami, wnętrznościami i w sumie całą moją całością. Generalnie uwielbiam męskie wokale (chyba kiedyś zrobię top 10 męskich głosów ;)), a jeśli chodzi o Eda Sheerana, to sami posłuchajcie, a potem...




A nie mówiłam...człowiek- muzyka :)



Lenistwo: czyli TOP 10 ulubionych seriali

Ciężko było z masy seriali, które oglądam lub oglądałam wybrać tylko 10 sztuk, ale dokonałam tej selekcji :). Kolejnością proszę się nie sugerować ;)

 

 

1. M*A*S*H

Genialny serial komediowy z 1970 roku. Całość utrzymana w konwencji groteski powstała na kanwie powieści " M*A*S*H: A Novel About Three Army Doctors" amerykańskiego pisarza Richarda Hookera. Serial opowiada o przygodach trójki chirurgów szpitala polowego, podczas wojny koreańskiej. Nie da się dokładniej opisać fabuły, ale serial polecam z całego serca. Jeden z niewielu naprawdę zabawnych i ponadczasowych seriali.



2. Hannibal    

Jest to jedna z tych nowszych propozycji. Serial powstał na podstawie kultowej już postaci Hannibala Lectera. Dla miłośników twórczości Tomasa Harrisa ciężkim doświadczeniem może okazać się Mads Mikkelsen w roli doktora Lectera, ale dla mnie wypadł genialnie, dlatego też serial polecam. Mamy tu do czynienia z fascynującymi i widowiskowymi zbrodniami, z rozchwianą psychiką Willa Grahama, która potrafi namieszać w głowie widzowi, no i oczywiście fantastyczny Hannibal- kanibal. Serial- miodzio :)




3. Gra o tron

Tego serialu nie trzeba przedstawiać. Cieszy się ogromną popularnością- i słusznie!!! Pięknie wykonany, osadzony w brutalnym świecie z elementami fantasy, w doborowej obsadzie (sama zaczęłam oglądać ze względu na Seana Beana). Nic tylko dać się w ciągnąć w grę o władzę i żelazny tron!



4. Shameless US

Remake serialu produkcji angielskiej w której grał James McAvoy. Ja skusiłam się na wersję amerykańską, bo po prostu zaczęłam ją oglądać zanim trafiłam na angielską. Serial opowiada o perypetiach licznej rodziny, którą można by określić patologiczną. Nie brak tu alkoholu, seksu, narkotyków i masy całkiem normalnych problemów. Przy tym wszystkim serial nie jest pozbawiony humoru.




5. The Walking Dead

Człowiek człowiekowi wilkiem, a zombie zombie zombie. Serial już prawie że kultowy. Bardzo lubię filmy i seriale na podstawie komiksów. W serialu mierzymy się ze światem pełnym zombie, wzajemnego braku zaufania, sztuki przetrwania, oswajania się ze śmiercią. Autorzy oferują nam fenomenalną charakteryzację zombie, genialną obsadę (powrót lekko zapomnianego Normana Reedusa i genialny Andrew Lincoln!)




6.Detektyw

To chyba najnowsza pozycja na liście. W obsadzie Matthew McConaughey i  Woody Harrelson. Ciężki klimat lat 90 i dość mroczna, zagmatwana fabuła. Serial na który na prawdę czeka się przez cały tydzień.





7. Różowe lata 70'

Nie oglądam zbyt wielu sitcomów, ale z tym jakoś tak trudno było się rozstać. Przezabawny serial osadzony w latach 70. Grupka przyjaciół, szaleni rodzice i początki Mili Kunis I Ashtona Kutchera ;)




8. American Horror story: Asylum

Serial- horror. Asylum jest sezonem drugim "American horror story", ale ze wszystkich trzech podobał mi się najbardziej. Twórcy tego serialu wyzbierali wszystko to, co w kinie uchodzi za klasykę horroru- nawiedzone domy, zagadkowe zniknięcia, opętanie, szpitale psychiatryczne, seryjni mordercy, czary i wiele wiele innych. Wszystko jest pięknie skomponowane. Wybrałam Asylum, bo był naprawdę przerażającym sezonem. Idealnym. Nie brakuje też perełek w obsadzie (Jessica Lange, Sarah Paulson). Warto zobaczyć!!!





9. Rzym

Jeden z pierwszych seriali historycznych wykonanych z rozmachem. Po nim popłynęła rzeka "Spartakusów", "wikingów", "Camelotów", "Borgiów" i innych. Serial świetnie się ogląda, bywa zabawny, najczęściej jednak mamy do czynienia ze zbrodnią i intrygą. Super.




10. Świat według Bundych

Kolejny wiekowy serial, ale też kolejny, który śmieszy za każdym razem. Nie znam osoby, która nie kojażyła by Ala Bundy i jego rodzinki. 



To tylko 10 seriali. Przez moje życie przewinęło się ich ciut więcej, ale te- za każdym razem, po kilku latach, i dziesiątkach ponownych odtworzeń nadal są genialne. Jakie są wsze typy na 10 seriali wszechczasów???



sobota, 25 stycznia 2014

Pycha: czyli jeden z moich licznych talentów- pisarstwo (fragment 2)

Część 1, Rozdział 1 (fragment 2)

 

 Wiatr wył między murami klasztornymi, a przemoczone od deszczu kamienne ściany przepełniały powietrze chłodem i  wilgocią.
- Dziś Morrigan z radością tańczyła by na pobojowiskach.- pomyślał Cahan wspinając się po schodach do wieży medyka. w krok za nim cicho podążali Devin i Fergal
Zapach ziół i gorącego powietrza dochodzący od pokoi dla chorych zdawał się wychodzić im na spotkanie już w połowie schodów.
 Cahanowi zakręciło się od niego w głowie. Jak żaden wojownik nie lubił chorować- była to najgorsza słabość ciała, której żaden miecz nie był w stanie pokonać ( no chyba, że przebijało się tym mieczem chorego) słabość, która nie uszlachetniała i (w jego opinii) nie wzmacniała żelaza z którego wykonany był każdy żołnierz Morrigam. Taką stal hartowały jedynie rany odniesione w boju. Nie lubił też wizyt w pokojach Uzdrowicieli..
 Kiedy  dotarli do przedsionka sali na której leżeli chorzy , okazało się, że czeka tam na nich Ida- jedna z nie licznych dziewcząt służących w klasztorze, której zadaniem było pomagać głównemu medykowi- Merrittowi.
- Witaj Ido- przywitał ją ciepło Cahan. Gdzie znajdziemy twojego mistrza? 
-Mistrz oczekuje was w osobnych pokojach na końcu. Czuwa przy naszej chorej.
- Dlaczego Merritt położył ją osobno?- zapytał zaskoczony
- Zapalenie płuc Wielki Mistrzu.- ciężko z nią- szepnęła dziewczyna.
Minęli wielką salę, gdzie w równych rzędach stały proste drewniane łóżka oddzielone od siebie cieniutkimi moskitierami. O tej porze roku leżało tu zaledwie kilku chorych osłabionych gorączką i kaszlem, nie przyzwyczajonych do surowych, klasztornych warunków.
Na końcu sali w wąskim korytarzu znajdowały się osobne pokoiki dla ciężej chorych.
Ida uchyliła drzwi do jednego z nich. 
W półmroku tuż przy łóżku stał Merritt- przez swoją wyjątkowo szczupłą i wysoką sylwetkę wyglądał jak uschłe drzewo pochylające się nad chorą- i taki właśnie cień odbijał się na ścianie w blasku migoczącej świecy.
- Cahanie- skłonił głowę na widok Wielkiego Mistrza.
- Witaj Uzdrowicielu. Powiedz mi co z tą małą.
Merritt lekko zdumiony rzucił okiem na drobną postać tonącą w pościeli.
- Dziewczynka. Ma jakieś dziesięć lat, zapalenie płuc, gorączkę, jest odwodniona i może nie dotrwać do rana. Mistrz Fergal przyniósł ją dziś wieczorem spod bramy i istnieje szansa, że uratował jej tym życie, ale tak jak już powiedziałem- przekonamy się o tym o świcie.
Cahan spojrzał na dziecko. Spod ciężkich kołder wystawały jedynie rude pukle włosów i słychać było cichutki rytm oddechu, słaby, ale równy.
- A co z jej rzeczami?. Miała rzy sobie jakiś bagarz?
- Miała mały tłumoczek. Ida schowała go tu w kufrze.
Devin nie czekając na polecenie podszedł do skrzyni i wyjął z niej zawiniątko. W brudną szmatę owinięty był kawałek chleba, cienka, połatana peleryna, sznurek kolorowych paciorków i kilka miedziaków.
Jedyne, co odróżniało ją od reszty żebraków, to medalion w kieszeni Cahana.
- Dziękuję ci Merricie za opiekę nad tym dzieckiem. Zawiadom mnie jak jej stan ulegnie zmianie- jakiejkolwiek zmianie.
Medyk skłonił głowę, a Wielki Mistrz ruszył do wyjścia wraz z Davinem.
- Fergalu, idziesz z nami?- zapytał 
- Nie. Pozwolicie, że posiedzę przy niej trochę, będę czuwał, może obudzi się choć na chwilę- rzekł siadając na krześle przy łóżku chorej i nie odrywając od niej wzroku.
Kiedy obaj mężczyźni wyszli Merritt zapytał:
- Powiedz mi Fergalu, dlaczego ona jest inna?, interesuje ciebie i Wielkiego Mistrza?
- Wielki Mistrz był jej ciekaw, a ja...znalazłem ją, jest taka...moja- szepnął
Merritt spojrzał na Fengala, który nieśmiało sięgnął po dłoń chorej i zamknął ją w swoim uścisku.
-Zmieniaj jej od czasu do czasu okłady na czole- żekł i wyszedł zostawiając ich samych w ciepłej, otulonej mrokiem komnacie.
Zamykając drzwi zacisnął na chwilę powieki i wyszeptał cichą modlitwę:
-Niech .Anann- zwiastunka śmierci omija to dziecko- w imię Trzech Kruków.
A potem zabrał tacę z miseczkami pełnymi wywarów i eliksirów i ruszył do sali, gdzie Ida już każdym swoim gestem niosła ulgę w cierpieniu. Leczyła chorych.

Tym czasem Cahan i Devin w końcu zasiedli nad kubkami grzanego wina z przyprawami. 
- Co zamierzasz z nią zrobić?- zapytał Devin.
Wielki Mistrz rzucił mu przeciągłe spojrzenie,
- Fergal ją lubi. Miałęm ją odesłać do miasta, ale chyba ją tu zatrzymamy- o ile oczywiście przeżyje.
- Dla Fergala?, przecież to dziecko!
Cahan parsknął śmiechem:
-Devine! co ci chodzi po głowie!. Fergal pewnie weźmie ją do pomocy przy księgach
- Czyli nie widzisz w niej kolejnej nowicjuszki?
Cahan łyknął swojego wina:
- Jak przetrwa z Fergalem chociaż rok w tym kurzu i papierach, to kto wie, może i dopuścimy ją do treningów, ale sam wiesz, że dzień jest za krótki by podołać wymaganiom naszego uczonego i ćwiczeniom fizycznym. Wóz albo przewóz. 
-Oby zatem nadszedł dzień w którym będzie mogła sama podjąć taką decyzję- odpowiedział Devin wznosząc kubek do toastu.
- Oby!- dodał Cahan wciąż bawiąc się złotym medalionem w kieszeni i zastanawiając się co takiego przyniesie świt.